10 zasad szczęśliwego życia dla Roku Pozytywnych Zmian

Karolina Latus, 29 Czerwiec 2017
10 zasad szczęśliwego życia dla Roku Pozytywnych Zmian

Agnieszka – coach, z którą współpracuję od dawna, autorka kalendarza Rok Pozytywnych Zmian, poprosiła mnie o parę słów na temat rozwoju i zmian, które przeszłam w ostatnim czasie w kontekście funkcjonowania mojej firmy, ale i życia prywatnego. Czy są to zmiany pozytywne? Wszyscy wokół są jednoznacznie przekonani, że tak, ja jednak zwykłam odpowiadać na takie pytania krótkim zdaniem: „nie wiem, to się okaże w przyszłości”. Jest to lekcja, płynąca z pewnej przypowieści, którą znam jeszcze z dzieciństwa, opowiadającej o chińskim rolniku. W dużym skrócie brzmi tak:

Chiński rolnik wraz z synem uprawiali rolę. Pomagał im przy tym koń. Pewnego dnia koń uciekł, a do domu rolnika przyszła starszyzna pocieszyć go, ale też polamentować nad ich losem. Mówili: „o.. jakie spotkało was nieszczęście. Jak sobie teraz poradzicie bez konia? Pytali.” Rolnik ze stoickim spokojem odpowiadał im: „Nieszczęście? A może szczęście? To się okaże.” Rolnik z synem zabrali się sami do pracy nie roztrząsając przeszłej sytuacji, na którą nie mieli wpływu.

Po kilku dniach koń wrócił przyprowadzając ze sobą kilka innych dzikich koni. I tym razem przyszła starszyzna do domu rolnika, żeby się radować. Krzyczeli tym razem i wiwatowali jakie to ogromne szczęście ich spotkało. Uważali, że dzięki dodatkowym koniom szybciej praca na roli będzie szła szybciej. Chiński rolnik jednak niezmiennie odpowiadał: „Szczęście? A może nieszczęście? To się okaże.”

W następnych dniach syn rolnika zajął się oswajaniem dzikich koni. Przy próbie osiodłania jednego z nich, koń zrzucił chłopca z siodła łamiąc jego ręce. Wieczorem ponownie przyszła starszyzna użalać się nad losem rodziny. Rolnik i tym razem odpowiedział: „Nieszczęście? A może szczęście? To się okaże.” – i zaczął sam pracować w polu.

Nie minął nawet tydzień od wypadku, kiedy dom rolnika odwiedzili żołnierze chcący zabrać do wojska wszystkich młodych mężczyzn. Jak się domyślacie, pobór ominął jego syna, który dzięki wcześniejszym zdarzeniom mógł zostać w domu, z ojcem.

Jedna z zasad, płynąca z tej opowieści, którą kieruję się od niedawna w życiu brzmi: nie ma rzeczy dobrych, czy złych, rzeczy po prostu są, a to ludzie mają tendencję do ich stałego oceniania. Prawda jest taka, że ocenić sytuację można dopiero z perspektywy czasu. Co więcej, tę samą sytuację można oceniać wielokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu lat, ponieważ jedna nasza decyzja implikuje często cały ciąg zdarzeń.

Często mamy również tendencję do przejmowania się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Zapominamy, że jeśli coś już się wydarzyło i nie udało się od razu temu zapobiec, zużywanie energii na roztrząsanie tego problemu do niczego nie prowadzi. Stoisz w korku i nerwowo uderzasz palcami w kierownice? Trąbisz, machasz rękami, przeklinasz, wykonujesz nerwowe ruchy próbując pasem awaryjnym zmienić zastaną sytuację? Brzmi znajomo? W takich sytuacjach, kiedy wiem, że niczego z zastaną sytuacją nie mogę zrobić, biorę głęboki wdech i po prostu przestaję się tym przejmować. Nie – nie mówię, że doprowadzenie się do stanu, który znamy, jako ,,chill out” jest proste. Przede wszystkim spróbuj nie walczyć z zaistniałą sytuacją. Nigdy nie wiadomo czy nie będzie miała pozytywnych skutków jutro, pojutrze, za tydzień, za miesiąc.

Może, więc, zamiast ciągle skupiać się na ocenianiu, analizowaniu, denerwowaniu się zacznijmy po prostu żyć? Tak niewielu z nas to robi. Sama zastanawiam się, kiedy najwięcej rzeczy w moim życiu się zmieniło. Wydaje mi się, że za początek mogę uznać moment, w którym założyłam swoją firmę. Z perspektywy czasu widzę, że rzuciłam się na głęboką wodę, nie do końca umiejąc pływać. Wokół siebie widziałam mniej i bardziej doświadczonych przedsiębiorców, robiłam wszystko, aby nie pokazać po sobie, że bliżej mi do płotek, niż do rekinów czy wielorybów. Nic dziwnego, w końcu mając 25 lat zostawiłam pracę w korporacji, którą bardzo lubiłam i zaczęłam prowadzenie kontraktów w Niemczech w przemyśle ciężkim. Po kilku latach okazało się, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji i to kierując się nie latami praktyki, a intuicją. Nie byle jaką, bo kobiecą. Mówi się, że ,,kobieta która zaczyna słuchać swojej intuicji staje się potężna”. Patrząc na swoje decyzje z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że faktycznie, kiedy działałam intuicyjnie sprawy przybierały korzystny obrót, a gdy zaczynałam z nią walczyć wszystko się psuło. Intuicja to trudny przeciwnik, czasem ciężko z nim dyskutować, zwłaszcza wtedy, gdy podpowiada coś zupełnie zwariowanego i nielogicznego.

Kolejna, ważna zasada, której przestrzeganie przyszło mi z perspektywy czasu najciężej, to przywiązywanie uwagi tylko do opinii osób, na których faktycznie mi zależy. Za nią, w sposób naturalny przyszło mi wdrożenie kolejnej, według, której, jeśli czegoś nie wiem, nie umiem to pytam i nie obawiam się okazać słabości. Ustalając – niejako na nowo, ale i dużo bardziej świadomie swoje cele i priorytety życiowe miałam z tyłu głowy scenę z książki ,,Alicja w Krainie Czarów”:

Którędy powinnam pójść? – zapytała Alicja.
– To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot
– Właściwie wszystko mi jedno.
– W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.

Nie było mi wszystko jedno, jak będzie wyglądać moja droga. Stąd wiele późniejszych zmian, zerwanych i nawiązanych relacji, godzin spędzonych na rozmowach ze sobą i z innymi. Stąd, zrozumienie, że podstawą poprawnego funkcjonowania jest komunikacja (o której szerzej piszę tutaj: http://blog.apt-crafts.pl/Blog/b/70/O-komunikacji-slow-kilka).

Ustalenie życiowego celu czy też celów to złożony proces. PodchodząC do niego, warto wyjść poza utarte społecznie schematy. Dla mnie, głównym celem jest bycie szczęśliwym człowiekiem i sprawianie, aby szczęśliwi byli też inni. To, co daje mi szczęście przedstawia moja mapa myśli, którą stale rozwijam i zmieniam. To od niej zaczęło się moje ,,kolekcjonowanie miłych wspomnień”. Wojciech Cejrowski powiedział kiedyś:

Mam całe stosy marzeń. (...). To jest kwestia statystyki - jak Pan ma jedno marzenie, to jest spora szansa, że się nie spełni, ale jak Pan ma ich tysiące, to co chwila spełnia się któreś z nich. Właśnie na tej zasadzie mi się wciąż udaje realizować marzenia - stosuję teorię wielkich liczb i odrobinę wiedzy na temat statystyki.

I to zasada, pod którą również się podpisuję. Cel, który sobie obieramy, wbrew temu, co mówią podręczniki do zarządzania, nie zawsze jest oczywisty i w pełni mierzalny. Wymaga pracy nad sobą i nad swoimi wartościami. Świadomość pewnych rzeczy sprawia, że zaczynamy zauważać, że są rzeczy, które nas w życiu zwyczajnie uwierają, a obrana ścieżka nie tworzy idealnego koła i gdzieniegdzie się wykoleja. W moim przypadku doprowadziło to do kilku konkluzji, dzięki, którym żyje się szczęśliwiej. Te zasady to:

  • nie zazdrościć innym, bo nigdy nie wiadomo, jaką drogę musiał ktoś przejść, aby być w miejscu, w którym jest teraz i ile ta droga go kosztowała,
  • spełniać marzenia – działać, aby rzeczy się stawały,
  • szanować swój czas i zdrowie – spędzając go z ludźmi, od których możemy się czegoś uczyć i dbając o swój organizm.

Każdy z wątków, które poruszam w tym tekście można rozszerzyć i analizować pod różnym kątem. Zbierając najważniejsze kwestie, którymi chciałabym się z Wami podzielić powstała lista, z którą zostawiam Was na koniec i do której wdrażania zachęcam Was na co dzień: 

  • nie ma rzeczy dobrych i złych - to my je zbyt pochopnie wartościujemy,
  • pamiętaj, że nic nie dzieje się bez przyczyny,
  • nie przejmuj się sytuacjami, na które nie masz wpływu,
  • wyciągaj lekcję ze wszystkiego,
  • nie przejmuj się opinią obcych ludzi,
  • słuchaj swojej intuicji,
  • ustal swoje priorytety i cel,
  • nie zazdrość innym,
  • spełniaj marzenia,
  • szanuj czas i zdrowie.

Jeśli masz swój sposób na to, jak żyć szczęśliwie - podziel się nim ze mną w komentarzu. Chętnie poznam Twoje spojrzenie na ten temat i poszerzę swoją listę.

powrót